Przywiozłam Wam kilka zachodów i morza…Unieście :)

Ahoj😊 Krótki wyjazd nad morze. Trochę wiało, trochę pokropiło, ale jakiś słoneczny dzionek też się trafił. Oczywiście ryba maślana i piwo irlandzkie zaliczone 😊 Cudne to piwo jest i rybka też. Piach w butach, kutry, fale, szum morza…wszystkie atrybuty morskie były…tylko dlaczego tak krótko…? ☹ No cóż…praca. Nie będę się zbytnio rozpisywać o zdjęciach…po prostu pooglądajcie sobie…powspominajcie…pomarzcie 😊

Zobacz więcej

Bratysława kulinarnie

       Cześć 😉 Dziś zapowiadana Bratysława od strony kulinarnej czyli prościej mówiąc co też tam sobie jadłam. A było tego trochę… a tamtejsza kuchnia nie należy do lekkich…a dieta? A co to jest dieta, hihi? „Zaliczyłam” dania miejscowe, ale też i innych kuchni. Jedne bardziej zachwyciły, inne mniej, ale zawsze twierdzę, że warto próbować 😊

DSC_0395

Zobacz więcej

Wspomnienie urlopu :) 2 “B” = Bratysława

      Wspomnienia… tak chyba powinnam nazwać kategorię niektórych wpisów. Otóż noworocznie postanowiłam, że uzupełnię wszystkie zaległe wpisy, a trochę tego się zebrało. Urlop też się załapał do zaległości :(. Najpierw przypomnę, że w sierpniu odwiedziłam trzy państwa Czechy, Słowację i Węgry i trzy miasta: Brno, Bratysława, Budapeszt. Stąd tytuły moich wpisów 1B, 2B, 3B. Ponieważ już było Brno, dziś przypomnę Bratysławę.  Oczywiście półtora dnia z noclegiem nie pozwali zwiedzić takiego miasta, więc to było tylko muśnięcie… Tam jest naprawdę wiele miejsc do zwiedzenia, obejrzenia 😊 A przecież trzeba było jeszcze kulinarnie to miejsce zaliczyć – o czym w następnym wpisie 😉

DSC_0360

Zobacz więcej

Co też sobie jadłam w Brnie…:)

           Tak jak obiecałam, pokażę Wam teraz co dobrego szamałam  i co popijałam w Brnie. Było tego trochę… z chęcią jeszcze  bym  popróbowała, no ale czasu zabrakło…i pojemność żołądka też jest ograniczona 😉 No to lecimy!:)

DSC_0234

Zobacz więcej

3 x “B”…wspomnienie urlopu. 1 “B”= Brno

              Cześć😊 Urlop był w sierpniu, a wpis dopiero teraz – ale trudno, tak się zdarza. To trzy „B” to czysty przypadek, bo zaplanowałam na tegoroczny urlop kulinarnie „wgryźć”  się w kuchnię czeską, słowacką i węgierską, a mapa wskazała mi trzy miasta po drodze: Brno, Bratysława, Budapeszt.  I tak też było. Pierwszy dzień to Czechy i Brno. W jednym wpisie ciężko będzie pokazać co widziałam i co jadłam, więc będą dwa wejścia- pierwszy dotyczy tego, co sobie zwiedziłam. Dwa dni i noc to niezbyt dużo czasu, więc trzeba było bardzo aktywnie działać 😉 Pierwsza fotka to rynek w Brnie, zadbane kamienice, monumentalna fontanna z pomnikiem i mnóstwo kramików z różnościami.

DSC_0285

Zobacz więcej

Najadłam się…strachu- mój pierwszy lot…

… i jak tu zacząć po takiej długiej nieobecności? Cześć i czołem-zgadnijcie skąd się wziąłem (łam)? Czy po prostu „dzień dobry”, „cześć’, „hejka”, „witam”, „siemanko”? A może tym razem jak z rodziną, której dawno nie widziałam? Ooo …i tak zrobię:  buźka, buźka, przytulaczek, przytulaczek, ćmok,ćmok, tak się cieszę, że Was znów widzę, zapraszam, wejdźcie do środka 😊 😉 Bardzo dużo mam zaległych wpisów, więc czeka mnie ogrom pracy. Zacznę może od wpisu niekulinarnego, choć nazwa, rzec by można, całkiem kulinarnie brzmi 😉 Lubię twardo stąpać po ziemi, ale czas też, żeby przełamać się i zacząć…fruwać, konkretnie latać samolotami. Postanowiłam więc zacząć od króciutkiego lotu małym samolocikiem, na pobliskim lotnisku w Przylepie. Chyba jeszcze nigdy nie miałam tak wielkich oczu jak w momencie kiedy oderwaliśmy się od ziemi. Pilot, przemiły Pan, zagadywał mnie jak mógł, żebym tylko za dużo o głupotach nie myślała.  Nawet pilotowałam sama ! A ja się bałam ruszyć czymkolwiek, bo się obawiałam, że jak się obrócę to samolot się przechyli i będziemy spadać- no bo on malutki  w środku jak mały fiacik. A turbulencje to istna masakra! Ale za to widoki- aż dech zapiera !:) Skoro piszę, to znaczy, że szczęśliwie wróciłam na ziemię 😊 No i trochę fotek z krótką relacją.

DSC_0747

Zobacz więcej

I góry …i morze… tylko jastrzębi brak ;) Jastrzębia Góra

Chwilę temu się z Wami dziś już witałam, więc nie będę się powtarzać. Ciążą mi na sumieniu zaległe wpisy ( nawet z tamtego roku) dotyczące przepisów, ale też i miejsc, które odwiedziłam kulinarnie. Długa majówka daje mi szansę, z której zamierzam skorzystać 😊 A teraz jeszcze „świeżynka” sprzed paru dni. Tym razem trafiłam do Jastrzębiej Góry. Miejscowość nadmorska i typowo turystyczna, ale jeszcze przed sezonem, więc wszędzie pustki.  Nie miałam niestety zbyt wiele czasu na zwiedzanie czy nadmorskie spacery, bo zajęcia na warsztatach, na których byłam, trwały długo i niewiele czasu można było wygospodarować. Nie mniej jednak  krótki spacerek po plaży zaliczyłam. Ale już na kulinarne zdjęcia czasu zabrakło ☹ A teraz już zapraszam do obejrzenia nadmorskich fotek 😉

DSC_0991

Zobacz więcej

Buła ze “schabowszczakiem” czyli wpis na wesoło ;) :)

Hejka😊 Dzisiejszy wpis to wspomnienie ostatnich dni. Jechaliśmy sobie we czwórkę na takie „szkolonko”. Gdzieś na trasie między Poznaniem, a Jastrzębią Górą kolega poczuł głód – to normalny objaw 😉 Zachwalał kanapki, które wcinał, a które przygotowała mu żona.  Ponieważ zbliżaliśmy się do celu, a ja nie miałam żadnego kulinarnego zdjęcia do kategorii „Z podróży małej i dużej,” zapałałam ogromną chęcią uwiecznienia tego przysmaku.  Oczywiście musiałam kawałek spróbować – naprawdę smaczna i taka prawdziwa, jest kotlet, panierka, masło  – tak jak trzeba😊 Współpasażerowie i właściciel kanapki nie wierzyli, że trafi ona na bloga….I co? Nie jest Wam łyso teraz? 😉 Dziękuję Wam za miłą podróż i pozdrawiam… Ula, Karol, Rafał.

Ps. Przepraszam za jakość zdjęcia, ale warunki w jadącym po polskich drogach samochodzie… są jakie są.

DSC_0988

Zobacz więcej

Zimą nad morzem…

Cześć 😊 Zgodnie z tym, co obiecałam, kiedy wcześniej tłumaczyłam się z mojej nieobecności na blogu,  dziś relacja z mojego zimowego wypadu nad morze. Było zimno, wietrznie i pochmurnie. Smutno wygląda miasteczko turystyczne, gdzie wszystko jest takie wymarłe i brak atrakcji. Ale doborowe towarzystwo zrekompensowało te niedogodności i można było na chwilę odetchnąć od codziennych obowiązków.  Oczywiście, jak już chyba wcześniej wspominałam we wpisie z tamtego roku, nie „zaliczam morza” dopóki nie zjem świeżo uwędzonej i jeszcze gorącej ryby maślanej zapijanej piwem irlandzkim. Tak też się stało i tym razem 😊 Tak więc będzie trochę o morzu, trochę o jedzeniu i trochę o moich nowych przyjaciołach. Zapraszam na krótką wędrówkę 😊

DSC_0161

Zobacz więcej

Kętrzyn…zamek krzyżacki…pączek z wątróbką i pulpety z dzika w “Zajeździe pod Zamkiem”

Rozjeździliśmy się po okolicy, a tu na miejscu w Kętrzynie są też miejsca, które warto zobaczyć, odwiedzić… spróbować 😉 I to właśnie uczyniliśmy w pierwszy dzień ostatniego tygodnia pobytu tu. Zwiedziliśmy bardzo urokliwy zamek krzyżacki, jest to budowla gotycka pochodząca z drugiej połowy XIV w. Zobaczyliśmy też  monumentalną Bazylikę Kolegiacką św. Jerzego, najlepiej zachowany kościół obronny na Mazurach. A uczta tym razem była w Zajeździe pod Zamkiem, który kilka lat temu przeszedł rewolucję Magdy Gessler.  Spróbowałam pulpetów z dzika w sosie własnym z dodatkiem grzybów, ziemniakami i surówką buraczaną. Pulpety bardzo mięsne, z posmakiem lasu czyli wyczuwalną nutką jałowca, kremowym sosem – dobrze doprawione. Kolega tym razem poszedł w klasykę czyli kotlet schabowy, olbrzymich rozmiarów, dobrze wysmażony bo przyjemnie chrupał i zasmażana kapusta. A czymś niepowtarzalnym były pączki …z wątróbką. Tak, z wątróbką, nie pomyliłam się 😉 Smak dla koneserów, ciekawy, nietypowy – myślę, że wart spróbowania.

DSC_0329

Zobacz więcej