“Moja” nadodrzańska preria…

Hejka😊 Dziś relacja z kolejnej wędrówki po  moich okolicach. Te połacie łąk to rozlewiska Odry. Kiedy były powodzie – te ostatnie w 1997 i 2010 r.- cały ten obszar był pod wodą.  Przez ten teren biegnie również poniemiecka droga z płyty betonowej, łącząca Krosno z pobliską wioską – Połupiniem. W chwili obecnej, z powodu remontu jednego z mostów w mieście,  droga jest wykorzystywana jako objazd m.in. w stronę Zielonej Góry. Łąki są koszone, a trawa zbierana w ogromne bele. No i są konie, główny temat mojego dzisiejszego wpisu, piękne 😊 Czyli tak jak w tytule podałam, mamy tu prawdziwą prerię. I co ? Zazdrościcie mi, że mam 500 m od domu prawdziwą prerię? Też chcielibyście, prawda? 😉

PS. Jeszcze raz wspomnę o tym, że zdjęcia są naturalne, nie poddawane żadnej obróbce. Kolory są zatem prawdziwe i naturalne.

Zobacz więcej

Domowy koncentrat grzybowy.

Witam Was aromatem lasu i grzybów 😊 Nie wiem jak u Was, ale w „moim” 😉 lubuskim jest grzybów  mnóstwo. Wszyscy miłośnicy grzybowego smaku opanowali lasy 😊 Ponieważ moja spiżarnia zawiera już grzyby w occie, grzyby w solance, grzyby w pomidorach, grzyby suszone, postanowiłam zrobić coś, co Wam się na pewno spodoba 😊 Jest to koncentrat (mus) grzybowy, zapasteryzowany w słoiczkach.  Bardzo szybko się go robi. Dobrze, jeśli mamy grzyby różnych gatunków – smak i aromat będzie pełniejszy i  bardziej wyrazisty. Możliwość późniejszego zastosowania jest bardzo wygodna, bo można z  niego szybciutko zrobić zupę – krem, albo dosmaczyć jakaś inną zupę, dodać do sosu, do mięsa itd. Gorąco zachęcam do wypróbowania mojego pomysłu.

Tak na marginesie, to niektórym “grzybowiczom”   skopałabym d… tzn. „cztery litery” za  dosłowne „zasyfianie” lasu !!! I akurat o nich nie powiem, że jedzą kanapeczki, ale żrą, nie piją, ale chleją plastikowe napojki i opakowania oczywiście zostawiają  w lesie – brudasy!

Zobacz więcej

Orzechowe kopytka zrumienione na masełku

Hej😊 Mój zwariowany pomysł znów przerodził się w smakowite danie 😊 Już nie chce mi się za dużo rozpisywać o tym jak to my – Polacy nie cenimy i nie szanujemy swojej wspaniałej, rodzimej kuchni goniąc na oślep za tym co modne, co światowo brzmi, najlepiej nie po polsku. Przykładem są tu właśnie kopytka, zamiast których często zamawiamy  włoskie gnocchi, droższe i nie koniecznie smaczniejsze od kopytek, a składniki takie same. No ale już dosyć o tym…może kiedyś zmądrzejemy. Moje kopytka, dzięki dodatkowi orzechów uzyskały niepowtarzalny smak, a podsmażone na masełku pobudzają zmysły  i powodują rozkosz podniebienia 😉 Chrupiące na zewnątrz, a mięciutkie w środku. Celowo nie użyłam, jak to przeważnie bywa, zrumienionej bułki tartej (choć tak lubię), bo osłabiłaby orzechowy smak, którego ilość  jest tu trafnie dobrana. W tym przypadku kopytka nie są zwyczajną, tanią potrawą  z baru mlecznego, tylko wykwintnym daniem, którego nie powstydzą się „pańskie” stoły 😉 I tak ma być 😊

Zobacz więcej

Galaretka ze śliwek o genialnym smaku i barwie

Dobry wieczór Państwu 😊 😉Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam robić przetwory! 😊 A najbardziej jak już staną w spiżarni na półce, a ja patrzę i sama do siebie się uśmiecham, dumna i szczęśliwa. To dobrze. Człowiek powinien umieć cieszyć się małymi rzeczami, to przydatna umiejętność w życiu. Obiecuję Wam zdjęcie mojej spiżarni, zamieszczę go w kategorii „ Sekrety mojej kuchni”. Już niebawem… Spodoba Wam się 😊 A teraz do rzeczy. Ze śliwek zawsze muszę mieć powidła. Robię też sosy śliwkowe, takie do sera czy mięsa. Nutella ze śliwek też powinna być w spiżarni, no i oczywiście śliwki na ciasto, takie w połówkach i śliwki suszone. A teraz przeszedł mi do głowy pomysł na galaretkę ze śliwek. Zrobiłam tak na próbę, z 1 kg, i to ze śliwek, które wyglądają jak węgierki – mutanty, bo takie akurat miałam i wołały o pomoc 😉 Usiłowałam znaleźć nazwę tych śliwek w Internecie, ale utkwiłam w różnorodności i ilości gatunków. Może Wy wiecie, to dajcie „znaka” , ok? Jeżeli chodzi o walory, to oprócz smaku mają …odlotowy kolor, intensywny, piękny, nietuzinkowy. Spróbujcie 😊

Zobacz więcej

Domowa bagietka

Cześć😊 Dalej jest pochmurno, brzydko i do tego pada. Myślę, że taka cieplutka, świeżutka bagietka np. z masełkiem i  konfiturą, zapach drożdżowego ciasta… rozgrzeje atmosferę w domu  i od razu będzie milej. Mówię Wam, spróbujcie – to działa 😊 Bagietkę, jak zobaczycie, robi się niezwykle łatwo. Dawno temu już je piekłam, a teraz mi się znów przypomniały. Przepis mam chyba od koleżanki, ale nie pamiętam dokładnie.

Zobacz więcej

Leczo- przepis podstawowy

Witam Was w ten wietrzny dzień 😊Jak samopoczucie? Proponuję dziś danie, które ułatwi nam zimą przygotowanie potrawy czy to na obiad, czy na śniadanie, czy na imprezę. Wystarczy ,w wersji light – podsmażyć pierś kurczaka lub indyka, w wersji dla nieliczących kalorii- boczek, dobrą kiełbasę, wędzoną wędlinę  i dodać słoik leczo. Danie gotowe. A i roślinożercy też sobie dogodzą, kiedy tylko podgrzeją zawartość słoika 😉 Bardziej wytrawne, a jednocześnie zbliżone do węgierskiego leczo, będzie wtedy, kiedy użyjecie papryki zielonej. Niektórzy dodają też cukinię. No to co? Czas na paprykę – ma teraz dobra cenę 😊

Zobacz więcej

“Między ustami, a brzegiem pu…) – Nie! To nie tak szło! Między dworkiem i łodzią, a brzegiem Odry. O!

 Witam po raz trzeci niekulinarnie 😊 I wszystko z jednej wycieczki. Była łódź, był dworek, a w sumie to co po nich pozostało… No a teraz , takie luźne spojrzenie, na to co jeszcze mnie zainteresowało. Acha, gdybyście wcześniej nie zwrócili na to uwagi, to tu muszę sama powiedzieć, że aby  niektóre ze zdjęć powstały, poniosłam straty w postaci poparzeń pokrzywą (ponoć nie będę miała reumatyzmu 😉), zadrapań ostrymi roślinami, zabłoconych adidasów ( bo przecież byłam w Odrze)…! Oczywiście żartuję – to normalne przy moich wędrówkach – przywykłam 😉 No to zapraszam do oglądania, bo potem, może jeszcze coś pogotujemy 😊

Zobacz więcej

Przemijanie – część 4. Dworek za wielką, małą wodą… a raczej to, co po nim pozostało…

I znów Was witam😊 Cykl „przemijanie” trzeba dokończyć (ciekawa gra słów wyszła mi przypadkiem ;)). Wybrałam się na wycieczkę rowerową, z której materiał  nie zmieścił się w jednym wpisie 😉 Była łódź, a teraz przedstawię Wam dworek, który też chyli się ku upadkowi ☹ Ja go pamiętam jeszcze w swojej świetności (no może nie do końca w świetności, ale za czasów , kiedy on był zamieszkany przez pracowników jednego z miejscowych przedsiębiorstw). To było kilkanaście, no może i ponad 20 lat temu. Potem, gdy już został opustoszały też go widziałam. Piękne terakoty  wewnątrz, ściany, schody… cała bryła budziła podziw. No cóż, bez wyobraźni, z dzisiejszych zdjęć, będzie trudno… żebyście to ogarnęli. No i znów tu się powtórzę – nie wiem czy w przyszłym roku będzie można zrobić podobne zdjęcia, bo, być może, kolejnej części już nie będzie. Fajnie się czuję w takiej roli – jak kronikarz 😉 Dodatkowym atutem dla np. zwiedzających jest fakt, że znajdują się tam bunkry w całkiem niezłym stanie, pominąwszy zaśmiecenie. Zobaczycie zresztą na zdjęciach. P.S. Zna ktoś historię tego miejsca ?

Zobacz więcej

Przemijanie – część 3. “By czas nie zaćmił i niepamięć”… Łódź naszych przodków i…muszelki.

Hej😊 Przerywnik między gotowaniem dziś będzie. Ale chyba już do tego zdążyliście przywyknąć i widzę w „moim podglądzie”, że nawet sporo osób  zagląda do tego rodzaju postów😊 Bardzo mnie boli, że tak wiele pięknych miejsc, budynków, reliktów przeszłości ginie śmiercią naturalną – to smutne ☹ Stąd też znalazła się u mnie seria postów z cyklu „Przemijanie”. Czasem sobie myślę, że niektóre upamiętnione przeze mnie chwile, to ostatnie chwile tych miejsc…Rok po powodzi w 1997r.,  którą dobrze pamiętam, ponieważ mieszkam 20 m od kanału Odry i mnie też w pewnym stopniu dotknęła, stan Odry był bardzo niski. I to właśnie wtedy pojawiły się łodzie. Z tego co pamiętam, bardzo stare – nie potrafię tego teraz określić, bo ciężko jest znaleźć w Internecie jakieś informacje na ten temat. Był duży szum wokół tego wydarzenia, media, muzea itp., bo wartość znaleziska, podobno, na skalę Europy. A na koniec się okazało, że nikt się nie podejmie ich wydobycia i zakonserwowania.   W chwili obecnej, jak widać będzie na zdjęciach, to już ostatnie podrygi, woda poniesie, bobry się poczęstują i  koniec… No i na tym też chyba zakończę ten temat…

Zobacz więcej

Pierś indycza w ziołach z ogródka

Siemano😉  pracowity wieczór dziś mam – blogowo. Zachęcam tym razem do zdrowego, lekkiego i smakowitego mięska. Kto lubi przyprawy ziołowe będzie zachwycony, bo są bardzo wyraźnie wyczuwalne no i domowe – ogródkowe 😊 Celowo dodałam tylko pieprz i sól, żeby mieszanka ziołowa górowała smakowo. Mięsko dobre do obiadu, ale też po wystygnięciu, świetnie nadaje się na kanapkę. I co Wy na to?😊

Zobacz więcej