Pyszne dyniowe ciasteczka

      Witam😊 Jak to dobrze, że już parę lat temu „przeprosiliśmy „ dynię” i zaczęliśmy ją wykorzystywać w kuchni na różne sposoby. Dziś też i ja to zrobiłam. Proponuję pyszne, puszyste i smakowite ciasteczka z dynią. Robi się je bardzo prosto i bardzo szybko i już w tym momencie, po  przeczytaniu tych słów,  powinniście wiązać buty i gnać do sklepu 😉 A sezon jest akurat dyniowaty  i można dostać dynie różnych gatunków. Przepis podejrzałam w czasopiśmie „Smaki życia”. I wiecie co jeszcze poczułam, kiedy spróbowałam ciastka? Święta! Tak, właśnie  tak! 🙂 Może dzięki temu, że jest tu dodatek przyprawy do piernika miałam takie wrażenie. A gdyby je polukrować i posypać złotymi groszkami śmiało można je potraktować jako wypiek bożonarodzeniowy. No i jeszcze  się przyznam, że to moja  córcia je robiła, a ja cały czas byłam obok z aparatem 😉.

DSC_0067

Zobacz więcej

Pajęczyna

       Dobry wieczór 😊 Za dwa dni Halloween, więc i mój wpis będzie tematyczny. Pojawiły się u mnie …pajęczyny 😉 Chcecie też mieć takie jak ja? Proszę bardzo. Przepis jak znalazł. Troszkę pracochłonny, ale nie za bardzo, więc się nie zniechęcajcie. A jak będziecie  pichcić z Waszymi pociechami – to tylko sama przyjemność i mnóstwo radości – korzystajcie z takich chwil na maxa! 😊 Pajęczynki są bardzo delikatne i kruchutkie, a do tego pyszne w smaku. Przepis „wykopałam” z otchłani moich uzbieranych przepisów z Internetu 😉

Tak sobie myślę, zresztą w ubiegłym roku też tą kwestię rozważałam, że do tego Halloween można się z czasem przekonać. Grunt, żeby odpowiednio do tego podejść i pokazać dzieciom te dobre strony – to od nas zależy, w jaki sposób będziemy świętować. No bo to w końcu jest okazja, żeby razem, rodzinnie coś zrobić, żeby się dobrze bawić. Te rozświetlone i szczerbate dynie mogą być całkiem sympatyczne, a rozdawanie słodyczy jest całkiem miłe.

DSC_0034

Zobacz więcej

Co też sobie jadłam w Brnie…:)

           Tak jak obiecałam, pokażę Wam teraz co dobrego szamałam  i co popijałam w Brnie. Było tego trochę… z chęcią jeszcze  bym  popróbowała, no ale czasu zabrakło…i pojemność żołądka też jest ograniczona 😉 No to lecimy!:)

DSC_0234

Zobacz więcej

3 x „B”…wspomnienie urlopu. 1 „B”= Brno

              Cześć😊 Urlop był w sierpniu, a wpis dopiero teraz – ale trudno, tak się zdarza. To trzy „B” to czysty przypadek, bo zaplanowałam na tegoroczny urlop kulinarnie „wgryźć”  się w kuchnię czeską, słowacką i węgierską, a mapa wskazała mi trzy miasta po drodze: Brno, Bratysława, Budapeszt.  I tak też było. Pierwszy dzień to Czechy i Brno. W jednym wpisie ciężko będzie pokazać co widziałam i co jadłam, więc będą dwa wejścia- pierwszy dotyczy tego, co sobie zwiedziłam. Dwa dni i noc to niezbyt dużo czasu, więc trzeba było bardzo aktywnie działać 😉 Pierwsza fotka to rynek w Brnie, zadbane kamienice, monumentalna fontanna z pomnikiem i mnóstwo kramików z różnościami.

DSC_0285

Zobacz więcej

„Stare”, kruche paluszki ;)

                Już wcześniej wspominałam, że zakochana jestem w starych przepisach, bo są cudowne  i takie sentymentalne i tak fajnie działają na duszę…😊  Autor  książki „Ciasta, ciastka, ciasteczka wypiek domowy” (wydanej w 1959 roku), pan Jan Czernikowski, przekazuje swoje pięćdziesięcioletnie doświadczenie !  Czy mam tu dalej się rozwodzić i porównywać wartość  tej pozycji z  jakimś pisadłem pod publiczkę przereklamowanej,  celebryckiej „gwiazdki” sezonu?!  Nie, nie – szkoda  zachodu i mojego cennego czasu !  No i już przechodzę do sedna – dziś „zaaplikuję” kolejny, tym razem bardzo prosty  i bardzo szybki do zrobienia,przepis na kruche paluszki. Opis przyrządzania nie definiuje dokładnie jak ma wyglądać ten paluszek – ale to tylko budzi kreatywność 😉 Paluszki naprawdę są kruche i długo tą kruchość, a zarazem świeżość zachowują. Zachęcam  😊

DSC_0874

Zobacz więcej

„Pizza” na spaghetti ;)

Dzień dobry😊 Zanim zacznę się tłumaczyć dlaczego mnie tak długo nie było, może najpierw zaproponuję coś do zjedzenia😉 Dziś pomysł na „pizzę” na makaronie – przepis podpatrzony ze zbioru   moich wycinków gazetowych.  Zainteresuje pewnie tych, którzy nie umieją i nie lubią robić spodu do prawdziwej pizzy, ale może i tych, którzy chcą spróbować nowego smaku i struktury. Robi się to całkiem prosto i można zużyć to, co pozostało w lodówce.  A to co położycie na górę, – jest kwestią Waszej wyobraźni – u mnie to była szynka (domowej produkcji),  papryka marynowana – też oczywiście z własnej spiżarni i ser gouda. Ważną rolę oczywiście ma sos, na którego przepis poniżej. A teraz zabierajmy się do pracy😉

DSC_0967

Zobacz więcej

Najadłam się…strachu- mój pierwszy lot…

… i jak tu zacząć po takiej długiej nieobecności? Cześć i czołem-zgadnijcie skąd się wziąłem (łam)? Czy po prostu „dzień dobry”, „cześć’, „hejka”, „witam”, „siemanko”? A może tym razem jak z rodziną, której dawno nie widziałam? Ooo …i tak zrobię:  buźka, buźka, przytulaczek, przytulaczek, ćmok,ćmok, tak się cieszę, że Was znów widzę, zapraszam, wejdźcie do środka 😊 😉 Bardzo dużo mam zaległych wpisów, więc czeka mnie ogrom pracy. Zacznę może od wpisu niekulinarnego, choć nazwa, rzec by można, całkiem kulinarnie brzmi 😉 Lubię twardo stąpać po ziemi, ale czas też, żeby przełamać się i zacząć…fruwać, konkretnie latać samolotami. Postanowiłam więc zacząć od króciutkiego lotu małym samolocikiem, na pobliskim lotnisku w Przylepie. Chyba jeszcze nigdy nie miałam tak wielkich oczu jak w momencie kiedy oderwaliśmy się od ziemi. Pilot, przemiły Pan, zagadywał mnie jak mógł, żebym tylko za dużo o głupotach nie myślała.  Nawet pilotowałam sama ! A ja się bałam ruszyć czymkolwiek, bo się obawiałam, że jak się obrócę to samolot się przechyli i będziemy spadać- no bo on malutki  w środku jak mały fiacik. A turbulencje to istna masakra! Ale za to widoki- aż dech zapiera !:) Skoro piszę, to znaczy, że szczęśliwie wróciłam na ziemię 😊 No i trochę fotek z krótką relacją.

DSC_0747

Zobacz więcej

I góry …i morze… tylko jastrzębi brak ;) Jastrzębia Góra

Chwilę temu się z Wami dziś już witałam, więc nie będę się powtarzać. Ciążą mi na sumieniu zaległe wpisy ( nawet z tamtego roku) dotyczące przepisów, ale też i miejsc, które odwiedziłam kulinarnie. Długa majówka daje mi szansę, z której zamierzam skorzystać 😊 A teraz jeszcze „świeżynka” sprzed paru dni. Tym razem trafiłam do Jastrzębiej Góry. Miejscowość nadmorska i typowo turystyczna, ale jeszcze przed sezonem, więc wszędzie pustki.  Nie miałam niestety zbyt wiele czasu na zwiedzanie czy nadmorskie spacery, bo zajęcia na warsztatach, na których byłam, trwały długo i niewiele czasu można było wygospodarować. Nie mniej jednak  krótki spacerek po plaży zaliczyłam. Ale już na kulinarne zdjęcia czasu zabrakło ☹ A teraz już zapraszam do obejrzenia nadmorskich fotek 😉

DSC_0991

Zobacz więcej

Buła ze „schabowszczakiem” czyli wpis na wesoło ;) :)

Hejka😊 Dzisiejszy wpis to wspomnienie ostatnich dni. Jechaliśmy sobie we czwórkę na takie „szkolonko”. Gdzieś na trasie między Poznaniem, a Jastrzębią Górą kolega poczuł głód – to normalny objaw 😉 Zachwalał kanapki, które wcinał, a które przygotowała mu żona.  Ponieważ zbliżaliśmy się do celu, a ja nie miałam żadnego kulinarnego zdjęcia do kategorii „Z podróży małej i dużej,” zapałałam ogromną chęcią uwiecznienia tego przysmaku.  Oczywiście musiałam kawałek spróbować – naprawdę smaczna i taka prawdziwa, jest kotlet, panierka, masło  – tak jak trzeba😊 Współpasażerowie i właściciel kanapki nie wierzyli, że trafi ona na bloga….I co? Nie jest Wam łyso teraz? 😉 Dziękuję Wam za miłą podróż i pozdrawiam… Ula, Karol, Rafał.

Ps. Przepraszam za jakość zdjęcia, ale warunki w jadącym po polskich drogach samochodzie… są jakie są.

DSC_0988

Zobacz więcej