Jarmark, Gdańsk – stoiska litewskie i tureckie

Wyobraźcie sobie jakie męki człowiek – wzrokowiec ( i niech mi tu nikt teraz nie mówi, że to domena męska! Skąd te stereotypy? My, kobiety jesteśmy takimi samymi wzrokowcami)  przeżywa, kiedy idzie uliczkami starówki gdańskiej, wszędzie wkoło pachnie jedzeniem, przed oczami stosy pięknie uwędzonych wędlin, pachnących ciast o cudnych kształtach, smakach, barwach, kolorowe chłodne napoje o oryginalnych kompozycjach smakowych…itd.,  a siły już brak, żeby spróbować. No bo ile można? A oczka by chciały… 🙂 Przyznajcie się, choć sami przed sobą, że też przeżywaliście takie trudne chwile 😉 ? A o magicznym chudnięciu portfela to nawet nie ma co wspominać…Ale co tam? – raz się żyje! 🙂

DSC_0536

Zobacz więcej

Polskie, prawdziwe, z tradycją i pomysłem – Jarmark Dominikański Gdańsk 2016

Od lat wybierałam się na ten jarmark. Ale jak widać marzenia się… kiedyś spełniają 🙂 Wyczytałam, oczywiście, w Internecie, że jest to obok Weihnachtsmarkt i Oktoberfest największa impreza plenerowa w Europie. A poza tym tradycja imprezy ma ponad 750 lat i została ustanowiona bullą papieską w 1260 r. na wniosek dominikanów i stąd ma taką nazwę. A po resztę informacji zapraszam do źródeł.

Dla mnie to raj smakowy! Można wszystkiego próbować, kupować, porozmawiać o przyrządzaniu…. Jeden mankament to to, że człowiek przemieszcza się formacją zwaną potocznie rojem ;)… tzn. razem z chmarą ludzi przed sobą, na plecach, obok i… w międzyczasie… tego nie znoszę, męczy mnie to. No, ale klimat trzeba poczuć, nie ma wyjścia. Zazwyczaj w życiu jest coś za coś.

Chciałabym Wam dużo więcej opowiedzieć i przekazać, ale nie chcę zanudzać, więc wspomnę o paru ciekawostkach – oczywiście ograniczę się do tych,  które mają coś wspólnego z kulinariami. Nie dziwcie się, że czasami na zdjęciach pojawi się kawałek czyjegoś rękawa czy torebki, ale w tym tłumie inaczej nie dało rady.

DSC_0525

Zobacz więcej

Piękny Toruń, jego słynne pierniki i mój śliczny pokoik w hotelu „Gotyk”

Wiem, że przeginam z tym Toruniem, ale mój zachwyt sięgnął  zenitu i nie mogę skończyć. Pewnie niektórzy mnie doskonale rozumieją – docierają do mnie takie informacje, a  dla innych  –   tematem pierników  i mojego lokum zamykam toruńska serię.  I znów powtórzę znaną już kwestię, że czasami nie potrafimy docenić tego co mamy, rodzimych wyrobów, tradycji sięgającej setek lat, ale za to snobistycznie chwalimy pomysły z innych kultur, bo to modne. Moja wypowiedź nie oznacza tego, że nie powinniśmy być otwarci na świat, ale tego byśmy szanowali to skąd jesteśmy, ile znaczymy,  i że należy polską, piękna i bogatą kuchnie promować. Pierwsze wzmianki o toruńskich piernikach podobno pochodzą już z XIII wieku, a historia fabryki pierników „Kopernik” zaczyna się w 1763 roku – to o czymś chyba świadczy. Ja w każdym razie bardzo lubię pierniki, wszelkiego rodzaju 🙂

DSC_0681

Zobacz więcej

Manufaktura cukierków i ice cream rolls czyli tajskie lody w mieście Kopernika

Uwielbiam tego typu miejsca  🙂 Na toruńskim rynku trafiłam na  ciekawy sklep. W „Manufakturze cukierków” można przyjrzeć się jak powstają znane już od paru lat tzw. „szklaki” czyli twarde cukierki , lizaki – o przeróżnych kształtach, kolorach i smakach. Kolory są bajeczne, więc oczywiście nasze oczka reagują tak, że ma się wielką ochotę schrupać takie cudeńko 😉

DSC_0677

Zobacz więcej

Toruń… klimatyczny rynek i brak nudy.

Nie myślcie sobie, że ja to tak tylko kulinarnie o moich wypadach mogę nawijać. Inne atrakcje też dostrzegam, doceniam, intrygują mnie, bawią, cieszą…… i z ogromną przyjemnością tym się z Wami dzielę 🙂  Dlatego wracam znów do Torunia, który urzekł mnie niesamowicie…

DSC_0333

Zobacz więcej

Gdańsk i przepyszna kuchnia azjatycka – „Mandaryn”

Kolejny etap mojej urlopowej  wędrówki po Toruniu i Grudziądzu to jest Gdańsk. I tu niedaleko mojego miejsca noclegu, gdzie wpadłam już nieźle głodna 😉 polecono mi do odwiedzenia restaurację azjatycką o  mile dla ucha brzmiącej nazwie „Mandaryn”. Nie byłabym sobą, gdybym nie zajrzała na Wikipedię i nie sprawdziła co też ta nazwa może oznaczać. I oto co znalazłam, tak w wielkim skrócie:

Mandaryn jest to urzędnik biurokracji w cesarskich Chinach. Istniało wiele rang mandarynów, począwszy od szczebla lokalnego, przez prowincję, aż do urzędników władz centralnych  przy cesarskim dworze. Przez 1300 lat mandaryni uzyskiwali swoje stanowiska na drodze surowych egzaminów urzędniczych.

A wracając do restauracji to jestem zachwycona smakiem dań, apetyczną prezentacją, możliwością zobaczenia jak prawdziwy kucharz to danie przyrządza,  przemiłą obsługą oraz ciekawie urządzonym wnętrzem. Porcje są duuuże i nawet spory łakomczuch wyjdzie zadowolony ;). W ofercie są też orientalne piwa, których oczywiście musiałam spróbować.  Pomyślano tu nawet o palaczach (to ja ;)), którzy nie muszą stać jak wyrzutki gdzieś w kącie, ale mogą sobie usiąść na zewnątrz i spokojnie zapalić.  A na koniec nieodzowne ciastko z wróżbą.  A wszystkie oferowane potrawy w bardzo przystępnych cenach. Jednym słowem: jak już Wasze ścieżki zaprowadzą Was do Gdańska i głód zapuka do Waszych żołądków 😉 to bardzo polecam zajrzeć do tego miejsca.

DSC_0501

Zobacz więcej

Co ciekawego jada się w Toruniu?

Cudownie, urlopowo, wyluzowana na maxa przybliżę Wam kulinarnie i nie tylko, Toruń – miasto, w którym się zakochałam (kochliwa ostatnio jestem ;)).  Dlatego niech Was nie dziwi, że o tym miejscu będzie kilka wpisów w kategorii „Z podróży małej i dużej”.

Uwielbiam, będąc gdzieś na wyjeździe, próbować potraw nowych, ciekawych, oryginalnych, takich, których nigdzie nie jadłam, bo są np. regionalne. W Toruniu taką potrawą okazały się pierogi osetyjskie. Gdy tylko zobaczyłam baner z reklamą – wiedziałam, że nie wyjadę stamtąd dopóki tego nie spróbuję. Ale ciekawość moja dotyczyła oprócz smaku, samej nazwy i pochodzenia potrawy. I tu musiałam znów skorzystać z „Wujka Google”, a on mi objaśnił:

Osetia jest to kraina historyczna na północnym Kaukazie, zamieszkana przez Osetyjczyków. Tereny jej wchodzą w skład Rosji –  jest to autonomiczna republika Osetii Północnej, oraz Gruzji – Osetia Południowa.

Pierogi mają okrągły kształt, przypominający małą pizzę czy placka. Wypełniony jest farszem z mięsa wołowego, lub fasoli czy botwinki lub sera. Ja wybrałam te mięsne. Ciasto przypomina trochę naleśnika, trochę placka drożdżowego, a farsz jest podobny do farszu z pierogów mięsnych. Danie podano z oryginalną sałatką z pieczonych warzyw ( bardzo mi smakowała), między innymi z bakłażana, pomidorów, papryki oraz z pysznym, pomidorowym sosem – nieźle pikantnym.DSC_0412

Zobacz więcej

Przepyszne pierogi w uroczym miejscu. Kołatka.

Cudze chwalicie…Mądre powiedzenie i sprawdza się. Krótki  wypad, można nawet powiedzieć, za miasto, bo tylko ponad 10 km od domu, a tu tyle niespodzianek. I to przyjemnych niespodzianek 🙂 Miejscowość Kołatka i Ośrodek Wypoczynkowy firmy Temar. Z racji tego, że pisze na blogu kulinarnym najpierw zacznę oczywiście od jedzenia, a potem przejdę do atrakcji turystycznej tego miejsca.  Skusiłam się na pierogi z mięsem w tutejszym barze i okazało się, że to był świetny wybór 🙂  Nie pamiętam, żebym zjadła gdzieś w lokalu tak przecudowne pierogi, a wierzcie mi, że mam smaczka i jestem wybredna i wymagająca jeśli chodzi o smak czy efekt wizualny. Pierogi są duże i super pękate (mięsa nikt nie żałował ;)), a i porcja spora – 6 sztuk. W mięsku widać włókienka, co świadczy o tym, że jest to prawdziwe mięso, a nie papka ze zmielenia nie wiadomo czego, jaką się czasem dostaje w takim pierogu. Przyprawione z super wyczutym  smakiem, ciasto cieniutkie i miękkie, gotowane w odpowiednio osolonej wodzie– tylko pogratulować kucharzowi 🙂 No i do tego okraszone idealnie zrumienioną cebulką. Mówię Wam, istne cudo 🙂 Każdemu, z czystym sumieniem, mogę polecić. A następnym razem spróbuję innej potrawy…i pewnie opowiem Wam o tym.

DSC_0199

Zobacz więcej

Morze…Unieście…ryba maślana…piwo irlandzkie… – czyli coś co lubię :)

„Morza szum, ptaków śpiew – dzika plaża pośród drzew…” – i to jest wytłumaczenie dlaczego tydzień nie było mnie na blogu.  Nad morzem było krótko ( lecz treściwie ;)) i przy okazji, bo tak normalnie to był kurs w Koszalinie, związany z prowadzeniem pojazdów. Kurs prowadzony przez przemiłych i rzeczowych fachowców w tej dziedzinie, którzy przekazali nam bardzo wiele cennych informacji, które praktycznie ćwiczyliśmy – i to jest to! Bardzo lubię prowadzić samochód –więc to był strzał w dziesiątkę, bo mogłam zobaczyć i poczuć co się dzieje z samochodem na zakręcie, przy śliskiej nawierzchni, podczas hamowania…kurs poruszył wyobraźnię i przywołał pokorę…mogłabym dużo opowiadać, ale to nie na tym blogu ;), wracam więc do jedzonka.

Unieście – nadmorska, turystyczna miejscowość połączona znakiem (drogowym ;)) z bardziej znanym Mielnem. Późne popołudnie i wieczór nad wyjątkowo spokojnym, tego dnia, morzem. Kutry, mewy, jod …no i oczywiście ryby. Nie uważam za zaliczony, wyjazdu do tego miejsca, dopóki nie zjem świeżo wędzonej ryby maślanej i nie popiję jej piwem irlandzkim.  Pełnia szczęścia została osiągnięta 🙂

DSC_0702

Zobacz więcej

Kętrzyn i regionalne produkty

Mazury…. Kętrzyn – miasteczko niewielkie, ale…całkiem sympatyczne samo w sobie, a i niedaleko jest stąd do znanych mazurskich miejscowości…tych kultowych i ……dla celebrytów (np. Mikołajki- zupełnie inny świat….) Mnie tym razem zainteresował pod względem nie tylko tego, co oferują miejscowe restauracje, bary czy puby, ale też jakie są lokalne produkty. Kilku z nich, oczywiście, nie omieszkałam zakupić i potem wpałaszować 😉  🙂

DSC_0307

Zobacz więcej