Słodkości z jarmarku – cz. 4 – ostatnia z tej wycieczki ;)

Oj jak słodkości kusiły…! Całe stosy barwnych, pachnących pierników, ciast, pączków z chałwą, prażonych orzeszków, żelków, bakalii  itd. Trafiłam też na produkt regionalny   ( a uwielbiam takie perełki) tj. kołocz śląski z serem i inny z makiem – skusiłam się – spróbowałam (ale taki malutki kawałeczek) – pycha 😉 Regionalne były również pierniki wrocławskie.

dsc_0249

Zobacz więcej

Wrocław – jarmark- „procentowo” ;)

Zimno było, więc, dla rozgrzewki spróbowałam grzanego wina z przyprawami, do którego zachęcał  szalony nawoływacz 😉 Potem chciałam wyczuć jak bardzo różni się miód pitny „dwójniak” od „półtoraka” – wyczułam różnicę – ma się to podniebienie;) A na koniec skusiła mnie  wódka „miodunka” – też ciekawy smak.  I powiem Wam, że już nie było mi zimno 😉

dsc_0215

Zobacz więcej

Jarmark Bożonarodzeniowy – Wrocław – wytrawnie

Na takich Jarmarkach cudowne jest to, że można spróbować i zakupić prawdziwe wędliny tzn., nie takie płynem wędzarniczym maźnięte tylko normalnie wędzone, długodojrzewające i …  pyszne! Parę obrazków, które nie przekazują, niestety, ani smaku, ani aromatu…

dsc_0200

Zobacz więcej

Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu

Witam gorąco odwiedzających  mojego bloga  🙂 Od razu powiem Wam, że bardzo mi smutno 🙁 :(, bo nie mogłam dzielić się z Wami tymi wszystkimi świątecznymi przepisami z tego powodu, że przebywałam służbowo, na konferencji w stolicy. No ale od razu mi się nasuwa trochę kulinarne powiedzenie, że „bez pracy nie ma kołaczy” i … przy tym pozostańmy. Ze stolicy, już na własne życzenie, z powodów rodzinnych wylądowałam we Wrocławiu, a tu oczywiście musiałam zaliczyć Jarmark Bożonarodzeniowy. To drugi już w tym roku znany jarmark (najpierw wakacyjnie Jarmark Dominikański, o którym pisałam), po którym buszuje. Wrażenia – super! Świątecznie, kolorowo, radośnie. Zapach grzanego wina, cynamonu, cytrusów, pierników, cudownych wędlin prawdziwie wędzonych… Miła atmosfera, obcy ludzie składający sobie życzenia, bombki, choinki, aniołki… to chyba w tym wszystkim tkwi ta cała magia…

dsc_0232

Zobacz więcej

Wyspa Murano i jej słynne na świecie szkło.

Jeśli kiedykolwiek będziecie zwiedzać wysepki w okolicy Wenecji, to bardzo polecam wyspę Murano i słynne na całym świecie szkło, z którego tam robi się wszystko.  Są to przedmioty użytkowe w gospodarstwie domowym czyli wszelkiego rodzaju, talerze, wazy, kubki, kieliszki itd., przedmioty ozdobne tj. obrazy, zegary, żyrandole  itp., no i oczywiście coś dla takich srok jak ja 😉 czyli biżuteria – przepiękna, przecudowna, świecąca, oryginalna! Mnóstwo wisiorków, kolczyków, bransoletek… aż oczy się świecą od patrzenia – moje były wyjątkowo wielkie i rozbiegane ;). Cała wyspa to multum sklepików oferujących tego rodzaju wyroby, przeplatanych knajpkami. W niektórych miejscach można być świadkiem jak się takie szkiełka dmucha  – taka ciekawostka.  Podpowiem Wam, że jeśli chcielibyście coś kupić to nie róbcie tego zaraz po zejściu na ląd, bo im dalej od przystanku tramwaju wodnego –  tym jest taniej. I co ważne w większości miejsc jest zakaz fotografowania – ja, żeby zrobić  zdjęcie musiałam pytać o zgodę – ale ma się ten dar przekonywania 😉 Może te parę zdjęć choć odrobinę pozwoli Wam wyobrazić sobie to piękno 🙂

dsc_0453

Zobacz więcej

Rarytaski przywiezione z Włoch ;)

Dwa tygodnie już mijają od kiedy wróciłam, a ja dalej robię wpisy dotyczące Włoch. A to dlatego, że cierpię na chroniczny brak czasu. Mam mnóstwo zajęć, planów, a że ze mnie kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi i energia tryska wkoło, to takie właśnie opóźnienia powstają 😉 Z każdego wypadu muszę sobie przywieźć trochę miejscowego żarełka, żeby jeszcze w domu napawać się tymi nowymi smakami, produktami. Tak też było i tym razem 🙂

dsc_0538

Zobacz więcej

Wenecja, gondola, maski, mosty…

Z miejscowości Caorle , gdzie mieścił się kompleks turystyczny, w którym mieszkałam, do Wenecji było jakieś ponad 60 km. Trzeba było zatem w miarę rano ( nie wcześniej niż 9- bo  😉 )wstać i dojechać do miejscowości Punta Sabbioni (ponad 50 km) i tam, na ogromnym parkingu zostawić (za całe 5 euro dziennie) samochód. Stąd odpływały co kilka, kilkanaście minut tramwaje wodne (mniejsze lub większe statki) do wybranej wyspy. Do Wenecji płynęło się ok. 20 min. Nie wyobrażam sobie jak wygląda sytuacja w pełni sezonu, skoro w połowie września było tam nieźle tłoczno. Spacerowałam ślicznymi, wąskimi i klimatycznymi uliczkami Wenecji, karmiłam (to podobno trzeba zrobić jak się tam jest ;)) gołębie (które wskakiwały na ręce i ramiona) na placu św. Marka i oczywiście odbyłam 40 min. rejs gondolą po kanałach miasta. Ach…! dużo by opowiadać…Na pierwszym zdjęciu w oddali widać Wenecję 😉

dsc_0287

Zobacz więcej

Ekstremalnie (nie kulinarnie): Szwajcaria-Włochy-Austria

Urlop z adrenaliną? – Dlaczego nie ?;) Ponieważ moja droga do Włoch biegła przez Szwajcarię trzeba było wybrać trasę,  którą pokona się Alpy. Jest oczywiście tunel, mający kilkadziesiąt kilometrów – ale to zbyt klaustrofobiczne, więc pozostała Wielka Przełęcz św. Bernarda (Colle del Gran San Bernardo).  Granica między Szwajcarią, a Włochami znajduje się na wysokości 2473 m. Trasa to kręte… bardzo kręte i wąskie serpentyny  i to bez barierek, tuż przy skałach lub tuż nad przepaścią.  Ciężko mi to było pokazać na zdjęciach, ponieważ, jak łatwo się domyślić, wszędzie praktycznie jest na drodze linia ciągła i niebezpiecznie jest się zatrzymywać. Dlatego też zdjęcie często robione są z samochodu (sorki za jakość)  Moje oczy niejednokrotnie robiły się baaardzo duże ;), kiedy spoglądałam w dół, ale widoki wszystko rekompensowały. Zachęcam do pokonania tej trasy. Kolejna, podobnie ekstremalna droga to znów Alpy, ale tym razem między Włochami a Austrią. To  jak wyglądały te podniebne wywijasy i co  wskazywał GPS pokazałam na zdjęciu. A to jak (w moim przypadku Hołowczyc –gps) zawiesza się, nie nadążając mówić „za 50 m, zakręt w prawo, za 30 m. zakręt w lewo, za 40 m zakręt w lewo…  zakręt, zakręt…zakręt…cisza…;)),  można jedynie usłyszeć pokonując te trasy :).

dsc_0481

Zobacz więcej

Włochy, pizza, wino, ryby i… inne pyszności :)

Ale się za Wami stęskniłam 😉 Wiem, że zaglądających na mojego bloga jest już sporo , w większości, wiadomo, że anonimowych, ale mimo wszystko licznik wchodzących przedstawia się interesująco, więc czuję tą więź z Wami 😉 Nie było mnie tydzień, ponieważ podarowałam sobie kilka dni urlopu, fajnego urlopu, ale niestety tam gdzie byłam, Internet był kiepski, więc dopiero po powrocie mogę się produkować. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie 😉 Od lat marzyłam o wyjeździe do Włoch… A marzenia czasem lubią się spełniać – tak właśnie było z moim. Tym razem była to miejscowość Caorle, położona nad samym Adriatykiem, no i niedaleko Wenecji – a to był mój główny cel. Ale o Wenecji i Caorle w kolejnych odsłonach. Teraz poopowiadam troszkę oczywiście o jedzeniu. Żeby Was totalnie nie zanudzić tekstu będzie niewiele, ale za to sporo zdjęć. Nawet nie macie pojęcia jakie trudne było wybranie tych zdjęć z tej ilości, którą wykonałam 😉 No więc zapraszam na włoską, kulinarną ucztę:

dsc_0370

Zobacz więcej

Na zamku w Gniewie

Jadąc z Torunia do Gdańska można zwiedzić piękny zamek w Gniewie. Posłuchać co ciekawego ma do powiedzenia przewodnik, zwiedzić m.in.piwniczne lochy, komnaty, no i zobaczyć jak kiedyś jadano. Tak też zrobiłam.

DSC_0481

Zobacz więcej