Co też sobie jadłam w Brnie…:)

           Tak jak obiecałam, pokażę Wam teraz co dobrego szamałam  i co popijałam w Brnie. Było tego trochę… z chęcią jeszcze  bym  popróbowała, no ale czasu zabrakło…i pojemność żołądka też jest ograniczona 😉 No to lecimy!:)

DSC_0234

Zobacz więcej

3 x „B”…wspomnienie urlopu. 1 „B”= Brno

              Cześć😊 Urlop był w sierpniu, a wpis dopiero teraz – ale trudno, tak się zdarza. To trzy „B” to czysty przypadek, bo zaplanowałam na tegoroczny urlop kulinarnie „wgryźć”  się w kuchnię czeską, słowacką i węgierską, a mapa wskazała mi trzy miasta po drodze: Brno, Bratysława, Budapeszt.  I tak też było. Pierwszy dzień to Czechy i Brno. W jednym wpisie ciężko będzie pokazać co widziałam i co jadłam, więc będą dwa wejścia- pierwszy dotyczy tego, co sobie zwiedziłam. Dwa dni i noc to niezbyt dużo czasu, więc trzeba było bardzo aktywnie działać 😉 Pierwsza fotka to rynek w Brnie, zadbane kamienice, monumentalna fontanna z pomnikiem i mnóstwo kramików z różnościami.

DSC_0285

Zobacz więcej

Najadłam się…strachu- mój pierwszy lot…

… i jak tu zacząć po takiej długiej nieobecności? Cześć i czołem-zgadnijcie skąd się wziąłem (łam)? Czy po prostu „dzień dobry”, „cześć’, „hejka”, „witam”, „siemanko”? A może tym razem jak z rodziną, której dawno nie widziałam? Ooo …i tak zrobię:  buźka, buźka, przytulaczek, przytulaczek, ćmok,ćmok, tak się cieszę, że Was znów widzę, zapraszam, wejdźcie do środka 😊 😉 Bardzo dużo mam zaległych wpisów, więc czeka mnie ogrom pracy. Zacznę może od wpisu niekulinarnego, choć nazwa, rzec by można, całkiem kulinarnie brzmi 😉 Lubię twardo stąpać po ziemi, ale czas też, żeby przełamać się i zacząć…fruwać, konkretnie latać samolotami. Postanowiłam więc zacząć od króciutkiego lotu małym samolocikiem, na pobliskim lotnisku w Przylepie. Chyba jeszcze nigdy nie miałam tak wielkich oczu jak w momencie kiedy oderwaliśmy się od ziemi. Pilot, przemiły Pan, zagadywał mnie jak mógł, żebym tylko za dużo o głupotach nie myślała.  Nawet pilotowałam sama ! A ja się bałam ruszyć czymkolwiek, bo się obawiałam, że jak się obrócę to samolot się przechyli i będziemy spadać- no bo on malutki  w środku jak mały fiacik. A turbulencje to istna masakra! Ale za to widoki- aż dech zapiera !:) Skoro piszę, to znaczy, że szczęśliwie wróciłam na ziemię 😊 No i trochę fotek z krótką relacją.

DSC_0747

Zobacz więcej

I góry …i morze… tylko jastrzębi brak ;) Jastrzębia Góra

Chwilę temu się z Wami dziś już witałam, więc nie będę się powtarzać. Ciążą mi na sumieniu zaległe wpisy ( nawet z tamtego roku) dotyczące przepisów, ale też i miejsc, które odwiedziłam kulinarnie. Długa majówka daje mi szansę, z której zamierzam skorzystać 😊 A teraz jeszcze „świeżynka” sprzed paru dni. Tym razem trafiłam do Jastrzębiej Góry. Miejscowość nadmorska i typowo turystyczna, ale jeszcze przed sezonem, więc wszędzie pustki.  Nie miałam niestety zbyt wiele czasu na zwiedzanie czy nadmorskie spacery, bo zajęcia na warsztatach, na których byłam, trwały długo i niewiele czasu można było wygospodarować. Nie mniej jednak  krótki spacerek po plaży zaliczyłam. Ale już na kulinarne zdjęcia czasu zabrakło ☹ A teraz już zapraszam do obejrzenia nadmorskich fotek 😉

DSC_0991

Zobacz więcej

Buła ze „schabowszczakiem” czyli wpis na wesoło ;) :)

Hejka😊 Dzisiejszy wpis to wspomnienie ostatnich dni. Jechaliśmy sobie we czwórkę na takie „szkolonko”. Gdzieś na trasie między Poznaniem, a Jastrzębią Górą kolega poczuł głód – to normalny objaw 😉 Zachwalał kanapki, które wcinał, a które przygotowała mu żona.  Ponieważ zbliżaliśmy się do celu, a ja nie miałam żadnego kulinarnego zdjęcia do kategorii „Z podróży małej i dużej,” zapałałam ogromną chęcią uwiecznienia tego przysmaku.  Oczywiście musiałam kawałek spróbować – naprawdę smaczna i taka prawdziwa, jest kotlet, panierka, masło  – tak jak trzeba😊 Współpasażerowie i właściciel kanapki nie wierzyli, że trafi ona na bloga….I co? Nie jest Wam łyso teraz? 😉 Dziękuję Wam za miłą podróż i pozdrawiam… Ula, Karol, Rafał.

Ps. Przepraszam za jakość zdjęcia, ale warunki w jadącym po polskich drogach samochodzie… są jakie są.

DSC_0988

Zobacz więcej

Zimą nad morzem…

Cześć 😊 Zgodnie z tym, co obiecałam, kiedy wcześniej tłumaczyłam się z mojej nieobecności na blogu,  dziś relacja z mojego zimowego wypadu nad morze. Było zimno, wietrznie i pochmurnie. Smutno wygląda miasteczko turystyczne, gdzie wszystko jest takie wymarłe i brak atrakcji. Ale doborowe towarzystwo zrekompensowało te niedogodności i można było na chwilę odetchnąć od codziennych obowiązków.  Oczywiście, jak już chyba wcześniej wspominałam we wpisie z tamtego roku, nie „zaliczam morza” dopóki nie zjem świeżo uwędzonej i jeszcze gorącej ryby maślanej zapijanej piwem irlandzkim. Tak też się stało i tym razem 😊 Tak więc będzie trochę o morzu, trochę o jedzeniu i trochę o moich nowych przyjaciołach. Zapraszam na krótką wędrówkę 😊

DSC_0161

Zobacz więcej

Kętrzyn…zamek krzyżacki…pączek z wątróbką i pulpety z dzika w „Zajeździe pod Zamkiem”

Rozjeździliśmy się po okolicy, a tu na miejscu w Kętrzynie są też miejsca, które warto zobaczyć, odwiedzić… spróbować 😉 I to właśnie uczyniliśmy w pierwszy dzień ostatniego tygodnia pobytu tu. Zwiedziliśmy bardzo urokliwy zamek krzyżacki, jest to budowla gotycka pochodząca z drugiej połowy XIV w. Zobaczyliśmy też  monumentalną Bazylikę Kolegiacką św. Jerzego, najlepiej zachowany kościół obronny na Mazurach. A uczta tym razem była w Zajeździe pod Zamkiem, który kilka lat temu przeszedł rewolucję Magdy Gessler.  Spróbowałam pulpetów z dzika w sosie własnym z dodatkiem grzybów, ziemniakami i surówką buraczaną. Pulpety bardzo mięsne, z posmakiem lasu czyli wyczuwalną nutką jałowca, kremowym sosem – dobrze doprawione. Kolega tym razem poszedł w klasykę czyli kotlet schabowy, olbrzymich rozmiarów, dobrze wysmażony bo przyjemnie chrupał i zasmażana kapusta. A czymś niepowtarzalnym były pączki …z wątróbką. Tak, z wątróbką, nie pomyliłam się 😉 Smak dla koneserów, ciekawy, nietypowy – myślę, że wart spróbowania.

DSC_0329

Zobacz więcej

Mikołajki, filet z suma… łabędzie i zachód słońca ;)

Po tak trudnej lekcji historii,  słońce i chęć zwolnienia kroku po zwiedzaniu rozległej kwatery zaprowadziło  nas do Mikołajek. Miejscowość nieduża, typowo turystyczna, a o tej porze roku jeszcze trochę ospała, ze znikomą ilością turystów – co akurat w tym momencie działało na plus. Można było spokojnie siąść w restauracji, nad brzegiem jeziora i złapać jeszcze trochę promieni słonecznych…no i oczywiście wszamać coś 😉. Tym razem wybrałam filet z suma z sosem borowikowym, cząstki ziemniaczane zapiekane z  ziołami i surówki. A mój kolega dla odmiany osłodził sobie życie spoooorą porcją lodów. A potem były łabędzie i  śliczny zachód słońca… no i niedziela zaliczona 😉

DSC_0284

Zobacz więcej

Porządna lekcja historii… Wilczy Szaniec

W sobotę było pięknie – słonecznie, ponad 20 st. ciepła, no więc krótki rękawek i w świat. Niedziela równie ładna, więc kolejna wycieczka zaliczona, tym razem to Wilczy Szaniec czyli położone w sercu Mazur ruiny kwatery głównej Adolfa Hitlera. Kiedyś, jak „mówi” Internet, było tu  200 budynków, w tym baraki, schrony, elektrownia, dworzec, wodociągi, ciepłownia, centrale dalekopisowe i mieszkało 2000 osób, w tym: Adolf Hitler, Hermann Goring, Heinrich Himmler, Martin Bormann, Wilhelm Keitel, Joseph Goebbels. Tutaj też w 1944 r. pułkownik hrabia Claus Schenk von Stauffenberg dokonuje  nieudanego zamachu na Adolfa Hitlera. W chwili obecnej są to już tylko ruiny, ale kiedy trafi się na taką przewodniczkę – pasjonatkę ( na którą na szczęście myśmy trafili) historia ożywa na nowo.

DSC_0261

Zobacz więcej

Krem kasztanowy, wyborna kaczka, restauracja w „Hotelu Krasicki” i zamek w Lidzbarku Warmińskim…

Kolejny dzień przygód historyczno – kulinarnych 😊 Tym razem zamek biskupi z XIV wieku w Lidzbarku Warmińskim, jeden z  najcenniejszych zabytków  architektury gotyckiej w Polsce. A kulinarnie –  restauracja w „Hotelu Krasicki”, tuż obok zamku. Skusiła mnie zupa – krem z kasztanów i … to był dobry wybór. Niecodzienny, wysublimowany smak, ładnie podana potrawa i bardzo klimatyczne miejsce ( co widać na zdjęciach). A potem kaczka z pęczakiem i lekkim śmietanowym sosem i modra kapusta z żurawiną. Zręcznie dobrane smaki: wyrazisty smak mięsa z kaczki, delikatny, kremowy smak pęczaku z sosem migdałowym i kapusta, której smak wyrósł dzięki podkreśleniu przez dodatek żurawiny. Odczuwa się tu wyraźnie doświadczenie i kunszt szefa kuchni i twórcy przepisów.

DSC_0231

Zobacz więcej